środa, 11 grudnia 2013

#Totally random no.3, który mi się w cholerę podoba.

Wróciła ze szkoły. Nie żeby była wpieniona, czy coś w podobnym stylu, ale wręcz z nienawiścią zatrzasnęła drzwi mieszkania i cisnęła torbę w kąt pokoju. Gdyby ktokolwiek stał obok i patrzył się wprost na to co robiła i jak się zachowywała, powiedziałby, że miota nią szatan. Ale nie. Ona TYLKO nie była spokojna. I przez długi czas miała się nie uspokoić. Niemal biegiem, stanęła przed wysoką, szklaną komodą. Otworzyła ją, niemalże rozbijając szybę w drzwiczkach. Jednym, zwinnym ruchem zrzuciła z półki trzy albumy oraz metalowe pudełko, które upadając, otworzyło się. Cała jego zawartość znalazła się na podłodze. Listy, fotografie, uschnięte kwiaty, naszyjnik ze splecionych, kolorowych rzemyków. Wszystko były to pamiątki, po wyjątkowej dla niej osobie. Cóż, już najwyraźniej nie takiej już wyjątkowej. Dziewczyna sama opadła na podłogę i zabrała się za nerwowe wyciąganie fotografii z albumów. Zajęło jej to dość sporo czasu, ale mimo wszystko nie przestała tego robić, po prostu nie mogła przestać. Wiedziała, że musi to zrobić inaczej przeszłość będzie ją prześladowała do końca życia. Gdy już wszystko zostało opróżnione i leżało na sporej stercie tuż przy jej nogach, nie myśląc długo, sięgnęła do kieszeni. Srebrna zapalniczka zalśniła w promieniach zachodzącego słońca. Uśmiechnęła się złośliwie, tak jak nigdy dotąd. Wzięła leżące na samej górze sterty, jedno ze zdjęć. Przez moment mu się przyglądała. Było całkiem nowe. Zrobione niecałe dwa tygodnie wcześniej. Mimo wszystko z wrednym, ale pełnym satysfakcji uśmieszkiem odpaliła zapalniczkę i przyłożyła ją do fotografii. Już po chwili papier zajął się ogniem. Płomień wędrował w górę, odbijając się w jej niebieskich oczach. Tak, to było to. Tego potrzebowała. Zdecydowanym ruchem wrzuciła palące się zdjęcie do kominka. Stopniowo wrzucała kolejne rzeczy ze sterty. Po dłuższym czasie w kominku palił się spory ogień, strzelając iskrami. Stała zamyślona, w rozciągniętym swetrze opadającym z jej lewego ramienia i krótkich spodenkach. W dłoni trzymała kieliszek z ulubionym czerwonym winem. Wpatrywała się w miasto nocą, stojąc przy ogromnym oknie. Gwiazdy wesoło migotały na niebie, a księżyc zalewał wszystko przyjemną poświatą. Odwróciła głowę. Ogień trawił już pozostałości po jej "zemście". Uśmiechnęła się. Widziała, jak płonie. Jak znika i zamienia się w pył ta twarz. JEGO twarz.
__________

Podziękujcie piosence Rock Mafia - The Big Bang. Za inspirację. I to cholerną.
I tak. Pisałam to "na poczekaniu". Ot co robi ze mną dobra muzyka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz